niedziela, 24 stycznia 2016

Czas na relaks #1



Czas na relaks to seria postów podsumowujących. Posty ukazywać się będą co niedzielę i stanowić będą podsumowanie tygodnia. Swego rodzaju pamiętniczek, zebranie w jednym miejscu bieżących spraw i wydarzeń, zapis wszelkich drobnych rzeczy. ;) W pierwszym tego typu poście podsumuję dwa pierwsze tygodnie stycznia, w kolejnym - dwa ostatnie. Gdzie ostatnio byłam, co robiłam, co widziałam? Odpowiedź na te i inne pytania - poniżej, zapraszam! ;) 


- Pierwszy dzień tego roku spędziłam w Warszawie - z moim M. i z jego przyjaciółmi. I choć za Warszawą samą w sobie nie przepadam, to już zawsze będzie mi się ona miło kojarzyć. Głównie za sprawą mojej pierwszej tam wizyty, marcowej, ale tym razem też było sympatycznie. :) Choć przeżyłam kilka frustrujących chwil zwątpienia w sens istnienia, to generalne wrażenie raczej pozytywne. :D 



- Po leniwym, sympatycznym, spędzonym głównie na graniu w planszówki piątku, nadszedł czas na podróżniczą sobotę, a mówiąc konkretniej - powrót na studenckie włości. Z tym podróżowaniem to jest tak, że no niby lubię. Któż nie lubi? Ale z drugiej strony niesamowicie mnie to męczy. Ba! wykańcza. I usypia... Szanowna chorobo lokomocyjna, pozdrawiam. Ale dziękuję, że udawałaś, że Cię nie ma ;p



- Jako jedna z nielicznych ambitnie stawiłam się na poniedziałkowych zajęciach, by następnie zebrać swoje manatki i udać się w końcu do domu. Ach, jak dobrze było mieć resztę tygodnia wolną :D Tak to ja studiować mogę, jak najbardziej, nie ma problemu. Poza słodkim leniuchowaniem, zabawą z szalonym Luckiem i jakimś tam stopniowo-powolnym ogarnianiem uczelnianych spraw, wiele się raczej nie działo, a i nastrój nieco siadł - ale spokojnie, już jest okej. :)

- Póki motywacja trzyma, zaczęłam prowadzić dzienniczek diety! O nim nieco więcej będzie w którymś z kolejnych wpisów, a tymczasem ogólnie tylko rzucę, że wprowadziłam sobie malutką garstkę nowych abstrakcyjnych zasad, no i tak sobie po dziś dzień dietuję ;)

- Studia, studia, studia. Nie działo się w zasadzie wiele, jakieś tam proste sprawy typu uczelnia, sekretariat, biblioteka, czyli generalnie nuda.

- Weekend w domu i odrobina integracji z krewnymi, a do tego chwile zwątpienia nad stertą notatek. Sesjo, zgiń.

- Podsumowując, zgubiłam gdzieś mój czas. Zabrały go studia. I twierdzą, że nie chcą oddać. Ach, mówiłam już, że minęłam się z powołaniem? Taak, dlatego ten brak czasu boli podwójnie, cóż..


No ale co tam u Was? Jak Wam mija styczeń? Opowiadajcie! ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cześć! Bardzo mi miło, że poświęciłeś swój czas na przeczytanie tego, co miałam do powiedzenia. Chętnie odwdzięczę się i przeczytam, co do powiedzenia masz Ty :) Skoro i tak już tu jesteś, to zostaw po sobie tych kilka słów, dzięki czemu i ja będę mogła trafić do Ciebie. Do następnego czytania, pozdrawiam i życzę miłego dnia! ;)